niedziela, 21 lutego 2016

Kościół katolicki na wyspie Kos

Kościół katolicki na Kos jest szczątkowy. Stałych katolików jest tam ok 30. Są to przede wszystkim obcokrajowcy: Filipińczycy, Niemcy, Holendrzy albo wręcz Włosi którzy albo tam pracują albo zawarli małżeństwa z Grekami. Kosiarze natomiast to w 99% ortodoksi, czyli cerkiewni. I ci cerkiewni na Kos - gdy zapytani - bardzo niechętnie wskazują jedyny, malutki kościółek katolicki. Wynika to z ich historycznej fobii do Włochów, którzy w latach 1912-1948 okupowali wyspy Egejskie, czyli Dodekanezy. Oczywiście wtedy powstały kościoły katolickie, klasztory i inne dzieła prowadzone przez zakonnice, takie jak szkoły czy szpitale. Po II wojnie Grecy w większości poprzerabiali świątynie włoskie na cerkwie albo po prostu zniszczyli.
W Kos Town były dwa kościoły katolickie a został tylko malutki na cmentarzu. Ten drugi, duży w centrum miasta, jest teraz kurią kościoła prawosławnego.

Obecne miejsce kultywowania naszej wiary jest schowane dosyć szczelnie wśród drzew niedaleko Odeonu i przyparte z dwóch stron ortodoksją: starą cerkwią z jednej i cmentarzem prawosławnym z drugiej. Na szczęście przy głównej ulicy jest duży szyld w paru językach informujący o istnieniu parafii Baranka Bożego i kościoła p.w.Świętego Krzyża.


Idąc wąską zadrzewioną ulicą z daleka wyłoni nam się smukła budowla w stylu włoskiego modernizmu. Miejsce jest zaciszne i spokojne, z daleka od samochodów, jedynie cykady zagłuszają myśli, a nawet homilię księdza.







Smukła elegancka sylwetka wygląda bardzo zachęcająco

Zaglądamy przez furtkę



Przez bramę wchodzimy na teren kościoła i cmentarza


A to widok z kościoła na alejkę dojazdową



Uważna lustracja niewielkich zabudowań parafii daje nam podstawową wiedzę o gospodarzach


Sala katechetyczna/socjalna, z małą kuchenką i pomieszczeniem dla księży




Przy wejściu informacja nie dająca złudzeń co do formy przyjmowania komunii świętej - żadnego zreformowanego dziwactwa !



Stoisko z prasą
 

... spis treści mszy świętej w różnych językach.

Kościółek żyje dopiero latem; od maja do końca września. Msza w sobotni wieczór i dwie msze w niedziele gromadzą pełen komplet wiernych. Oczywiście największy procent z nich to Polacy! Bardzo ciekawy jest rytuał ustalania tuż przed eucharystią ile jest osób danego języka - przedstawiciele najliczniej reprezentowanego proszeni są o prowadzenie czytań. Miejscowi katolicy, zazwyczaj Maria Niemka albo Filipinki, informują jakie pieśni będziemy śpiewali - oczywiście a'capella bo nie ma tam żadnego instrumentu. Gdy grupa Polaków jest bardziej muzykalna, sami zaczynają śpiewać nasze pieśni, a mniejszości słuchają. Liturgia odbywa się po łacinie (przydaje się pamięć z lat dziecinnych !) a kazania każdy ksiądz w swoim języku ze streszczeniem po angielsku, albo na odwrót :). Jest okazja aby podciągnąć się w językach łobcech :). Atmosfera tych mszy świętych jest urocza; wszyscy odnoszą się do siebie przyjaźnie, ojce albo księża ucinają sobie pogawędki po mszy (albo przed mszą) z wakacyjnymi turystami, każdy uśmiechnięty. Duża radość i cudne wspomnienia.








Przez okno widać teren cmentarzyka i mur cmentarza prawosławnego


Przez okna widać cmentarz prawosławny

Skoro parafia franciszkańska, nie może zabraknąć figury Św. Antoniego !


Po dwóch stronach ołtarza są katakumby skrywające prochy głównie Włochów, najczęściej żołnierzy.



Parafię obsługują zakonnicy OFM, którzy przyjeżdżają z klasztoru na Rodos. Jest ich tam tylko dwóch więc latem zapraszają innych księży na 2-3 tygodnie, aby posługa była stała. Oczywiście dominują księża z Polski, ponieważ jednym z dwóch Franciszkanów tej diecezji jest o. Paweł, a wiadomo, że w Polsce księży dużo :).
Moja pierwsza wizyta na mszy wczesnym latem wypadła w Boże Ciało, i tak poznałam o. Pawła, który nie cierpi upałów. Więc często msze św. odbywały się pod zadaszeniem na zewnątrz. A że lato było wyjątkowo rozżarzone to nawet włoski ksiądz skorzystał z tej formy.


O. Paweł odprawia mszę św. w Boże Ciało. Mruczał na początku strasznie pod nosem, na następnej mszy poszło lepiej - można było coś zrozumieć. Chyba oswoił się wśród nas, albo upał opanował :)

A po mszy, paniusie koniecznie chciały fotkę z nieco powściągliwym o. Pawłem :)


Czasami przyjeżdża (tzn. przypływa) do swoich parafian o. proboszcz, father Luke, który nawet trochę po polsku mówi, dzięki swojemu konfratrowi zapewne, ale że ma niezwykłe zdolności językowe (jak nie Anglik) to pewnie sam podsłucha wiernych z Polski 

Cmentarzyk jest malutki, ale mnogość nacji tam pochowana.




Przy samym wejściu do kościoła zasłużony mnich


Niedawno wystawiono tu tablicę z nazwiskami ponad stu włoskich żołnierzy zamordowanych przez Niemców w czasie wojny. Po niemiecku, żeby każdy Germaniec zrozumiał :)


Nobildonna włoska






Oczywiście Polacy też tu pochowani!
Józefina Kaczorowska greckimi bukwami






Niemka


Włoscy żołnierze







Wrzesień:

Ojciec Paweł stał się bardziej rozmowny i uśmiechnięty jak zgolił brodę, a może dlatego, że koniec sezonu :)