wtorek, 1 października 2013

W drodze po ziemi włoskiej



 Z Mediolanu wywiózł nas Nicola do miasteczka Rosate, gdzie wyznaczono nam hotel. Z mojego okna widziałam "fosę", czyli szybko płynący kanał, a za nim pole ryżu!!! Nie wiedziałam że w Lombardii, jedynym regionie Włoch, uprawia się ryż. No, w końcu Mediolan ma swoją potrawę "risotto po mediolańsku".
Stamtąd będzie następnego dnia po drodze do krów. W końcu pilotowałam weterynarzy, co "w krowach robią" :)
Przyjechaliśmy po południu, słoneczny dzień, do kolacji ok. 4 godzin, więc idę "w miasto". I wsadzam obiektyw w każdy szczegół, który mnie interesuje:


Looknięcie w podwórko







Po drodze, przy głównej uliczce mijam zapomniany kościół bez wejścia... Czyżby włoskie życie małomiasteczkowe aż tak się "zbrukselizowało" ?

Nadal jestem przy głównej uliczce i podziwiam skrzynki na listy:


I ze zdziwieniem dostrzegam kotary na zewnątrz drzwi, a nie, jak wydaje się logiczne pod kątem ocieplenia, od wewnątrz:


Najwyraźniej inaczej traktujemy temperaturę :)

Mijam jeszcze Babę, hehe:


I ośrodek katolicki. No, jednak wiara ich nie opuszcza, uff!




Dochodzę wreszcie do centrum, czyli tradycyjnego rynku z kościołem i zabytkową budowlą, pięknie odpicowaną:




Kościół św. Stefana a blisko wejścia przypomnienie o Roku Wiary:



w środku boczne ołtarze za szybami. Dalej na południe Europy okaże się, że te szyby są prawie wszędzie:



Po drugiej stronie placu wejście na zabytkową plebanię:



I za bramą piękny ogród:



W drodze powrotnej do hotelu poszłam na całość: w dwóch tamtejszych lodziarniach wchłonęłam mrożone litry pyszności, które nakładane są łopatkami - kto tam słyszał o jakichś gałkach? I jedna taka łopata w lodziarni bliżej centrum kosztuje 1€ a w następnej, dalej od centrum, o 13 centów drożej, ale w tej był szyld, że "produkcja własna". Autentyczność w cenie.
I tak tanio! W Londynie jedna gałka kosztuje ponad 2 funty !!

Z Rosate prosta droga do krów .....