środa, 21 sierpnia 2013

1 sierpnia 2013 - 69. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego


Dnia 1 sierpnia 2013 przypadła 69. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jako córka i wnuczka Powstańców, zawsze z wielką uwagą przyglądam się obchodom i z wielkim wzruszeniem myślę o moim Dziadku, Szefie VII Wydziału KG AK, zabitym 3. dnia Powstania na ul. Leszno 24 oraz o moim ś.p. Tacie, którego oddział co prawda pierwszego dnia został rozbity, ale był zaprzysiężonym żołnierzem AK (w końcu był synem członka Zarządu Głównego) i mojej Mamie, sanitariuszce "Wandzi", która - gdy tylko może - wybiera się do Warszawy pod pomnik Gloria Victis na zaproszenie Muzeum Powstania Warszawskiego. Jeżeli nie w Warszawie - zawozimy Ją najczęściej pod Pomnik Państwa Podziemnego w Gdańsku, gdzie co roku są stosowne uroczystości.
W tym roku Mama pojechała do Warszawy i udała sie na Powązki w towarzystwie mojej Siostry. Składanie kwiatów pod Pomnikiem było ograniczone do polityków, Powstańcy i inni widzowie siedzieli za wstążkową barierką. Gdy Mam chciała podejść pod pomnik ze zniczem, jakiś pilnowacz zabronił Jej przejścia poza oddzielającą wstęgę. Obok znalazł się inny Powstaniec i zobaczywszy to rzekł: "Droga Koleżanko, to nie dla nas uroczystość".
Przewidując takie sytuacje i nie chcąc słuchac Bartoszewskopodobnych (i tak nie podeszłabym bliżej bez zaproszenia, zresztą jakiś 90-letni Powstaniec mimo innych zaproszeń, też nie mógł wejść, bo nie miał akurat tego, na tę uroczystość) postanowiłam wziąć udział w uroczystościach bardziej spontanicznych. Pojechałam na Bemowo, pod Ratusz. Gdy wysiadłam z autobusu powitał mnie taki slogan:

ul. Górczewska
 Powoli schodzili się ludzie, w znakomitej większości, młodzi.





Gdy zbliżała sie godzina "W" młodzi ludzie wyszli na skrzyżowanie z asystą Policji, zatrzymując tym samym ruch, i w swój sposób uczcili Bohaterów Powstania.







Z zaciekawieniem oglądałam pomysłowość haseł patriotycznych na koszulkach tych bardziej i mniej młodych chłopaków z różnych prawicowych organizacji:













Po godzinie "W" uformował się marsz i wyruszyliśmy na cmentarz Wolski.







Szliśmy z godzinę, a po drodze przyglądałam sie domom i ulicom, ponieważ po raz pierwszy znalazłam sie w tamtej dzielnicy. Szliśmy ulicą Olbrachta i Redutową. Po drodze baaaardzo mało flag, niestety a na śpiewne skandowanie "wodzirejów" "Gdzie macie flagi, Polacy?" jeden facio na I piętrze, w klasycznym białym  podkoszulku na ramiączkach (no, w końcu upalne popołudnie, nie?) zaczął wygrażać pięścią. Najwyraźniej poczuł sie obrażony, że ktoś nazwał go Polakiem.




ul. Olbrachta, nr widać - jedyny chyba budynek w takim stanie

Kościół jakiejś sekty

Doszliśmy do Cmentarza Wolskiego. Ale wejść na teren nie wolno było, ponieważ zaplanowana był jakaś znowu polityczna uroczystość za godzinę i juz stały BORowiki i nawet obmacywały wieńce przywiezione jakimiś limuzynami wraz z facetami w garniturach, nieznanymi mi z twarzy.
Organizator zakończył uroczystość modlitwą i odśpiewaniem Hymnu przy tablicy z wartą honorową w strojach z epoki.







Stamtąd pojechałam na Plac Zamkowy, gdzie zapowiedziane było gremialne śpiewanie piosenek (nie)zakazanych.



Ludzie zaczęli zbierać się sprawnie i po 10 minutach tłum był dla mnie nieoczekiwanie olbrzymi! Wszyscy chętni otrzymali śpiewniki i można było nastrajać struny :) W pewnym momencie, zza ludzi, usłyszałam warkot i zdziwiona, że ktoś teraz włącza motor, poszłam w jego kiuerunku. I co ukazało sie moim oczom?





Replika amatorska.
W międzyczasie tłum zgęstniał i wszystkie gardła wzniosły Warszawiankę wspomaganą przez zespół muzyczny z estardy przy wejściu do Zamku. Atmosfera wspaniała, poczucie więzi ogromne, uśmiechy do nieznajomych, dzieci "na barana" u ojców, radość z możliwości wczucia się w ten zrywny klimat sprzed 69 lat, błogosławiona zaduma i wyrazy szacunku dla Tych, co już ich nie ma.


















każdy metr ziemi i murów był zajęty
Był to bardzo wzruszający i emocjonalny dzień. Wieczorem, oprócz śpiewnia na placu Zamkowym, o godz. 21:00 na Kopcu Czerniakowskim zapalono ogień, który będzie płonął do 2 października. W zeszłym roku pojechałam na jego zgaszenie, ponieważ w sierpniu nie miałam czasu na rozpalenie.
I tak sobie myślę - jak rok temu można było wepchnąć w taki podniosły dzień nasycony polskimi i powstańczymi emblematami, widocznymi w każdym miejscu, niesionymi przez tłumy na ulicach - koncert podkasanej paniusi średnim wieku co Madonną się nazwała?